Carte Blanche

www.kobiecastrona.wordpress.com

źrodło zdjęcia: Filmweb

Reżyseria: Jacek Lusiński

Wyobraźcie sobie, że pewnego wieczora, kiedy czytacie książkę, pole widzenia zakłóca Wam denerwująca, nie chcąca zniknąć kropka. Przecieracie oczy, poprawiacie ustawienie nocnej lampki, ale kropka nadal jest.

Z czasem, stopniowo, kropka przeobraża się w coraz więcej przesłaniającą, powiększającą się plamę.

Diagnoza okulistyczna jest bezlitosna: nieuleczalne schorzenie polegające na stopniowym zawężaniu się pola widzenia aż do całkowitej utraty wzroku.

Dochodzi do Was, że niedługo nie zobaczycie już światła dnia, nie przeczytacie książki, nie obejrzycie filmu. Nie ujrzycie już nigdy swojego odbicia w lustrze, twarzy bliskich ani nawet tej wkurzającej pani z warzywniaka.

A praca? Co z nią?

Taka sytuacja przydarzyła się jednemu z lubelskich nauczycieli historii, Maciejowi Białkowi. Przez ponad dwa lata ukrywał przed dyrekcją szkoły i uczniami, że jest niewidomy.

Film Jacka Lusińskiego zainspirowany jest tą historią. W rolę historyka wcielił się Andrzej Chyra. Był on jednym z dwóch powodów, dla których poszłam na „Carte Blanche”. Bardzo cenię tego aktora, niezależnie, czy gra księdza czy perwersyjnego kochanka i tu również mnie nie zawiódł. Bardzo subtelnie zagrał postać Kacpra (filmowe imię głównego bohatera), dzięki czemu brak w tym obrazie patosu, w który przy opowiadaniu tego typu historii popaść całkiem łatwo.

Drugim był Lublin, moje studenckie miasto, które wspominam z łezką nostalgii, a jednocześnie uważam je za straszną szkaradę, więc byłam ciekawa, jak się zaprezentuje na ekranie.

Poza Chyrą wspaniale zagrali również Arkadiusz Jakubik (Wiktor, przyjaciel Kacpra), Dorota Kolak (dyrektorka szkoły) oraz młodzi aktorzy Eliza Rycembel (uczennica Klara) i Tomasz Ziętek (uczeń Madejski).

Film jest dobry, choć mógłby być lepszy, bardziej ambitny. Całość historii jak dla mnie jest dość przygnębiająca, choć opowiada o zwycięstwie siły ducha nad chorobą, która wydawałoby się, jest ostatecznym wyrokiem. Jednak uderza niezwykła samotność, niejako na własne życzenie głównego bohatera, który powierza swój sekret tylko jednej osobie, ukrywając swój stan przed całym światem, nawet przed kobietą, z którą planuje na poważnie związać swój los, czego poniesie później przykre konsekwencje.

Wątek miłosny (w rolę Ewy, ukochanej Kacpra, wciela się jak zwykle denerwująca, przynajmniej mnie,  Urszula Grabowska) wydaje się być tylko naszkicowany, niedostatecznie pogłębiony. Wszystko wydarza się bardzo szybko i trochę trudno mi jest uwierzyć, że można przed tak bliską osobą ukryć fakt, że się nie widzi. To naprawdę zakrawa na cud ;).

Ale „Carte Blanche” i tak wart jest obejrzenia, choćby z powodu sposobu, w jaki przedstawiona jest postępująca choroba bohatera: rozmyte obrazy, zanikające kolory, przydymione, zamazane kadry. Naprawdę można to sobie wyobrazić i się wczuć. Zrozumieć, co czuje taka osoba. Ogólnie wizualnie film prezentuje się bardzo dobrze, co na pewno zawdzięcza pięknym zdjęciom Witolda Płóciennika.

A Lublin? Wypadł bosko. Na prożno próbowałam rozpoznać w nim jakieś znajome miejsca, wszak spędziłam tam prawie całe studia (fakt, żenie bywam tam od 7 lat, nie licząc dworca PKS, więc mogłam nie zarejestrować tej spektakularnej zmiany), a trolejbusy wyglądają, jakby dopiero co zjechały z taśmy produkcyjnej.  To dopiero prawdziwy dowód na magię kina ;).

www.kobiecastrona.wordpress.com

źródło zdjęcia: Stopklatka

Advertisements

7 thoughts on “Carte Blanche

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s