Małgorzata Musierowicz: „WNUCZKA DO ORZECHÓW” – recenzja złośliwa

www.kobiecastrona.wordpress.com

źródło zdjęcia: http://www.empik.com

Saga „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz należy do klasyki lektur dziewczęcych mojego pokolenia.

Ciepłe, dowcipne, rodzinne, napisane z polotem i mądrze powieści o rodzinie Borejków oraz ich przyjaciół były lekarstwem na chandrę, złamane serce, konflikt pokoleń czy choćby nudę wielu nastolatek.

Mam ogromny sentyment do tych książek. Często wracam do starszych części, zwłaszcza, gdy mam zły humor albo jestem chora. Również z powodu tego sentymentu nadal kupuję kolejne części, choć już nie jestem ich, że się tak wyrażę, grupą docelową.

Ale w sumie nie wiem, kto nią teraz jest. Gdzieś tak bowiem od „Kalamburki” wzwyż (a może i nawet wcześniej, od „Córki Robrojka”, tyle że „Kalamburka” była zaskakującym przerywnikiem mocno się już rozwijającej złej passy) ewidentnie coś się popsuło. Do książek pani Musierowicz wdarł się siermiężny „boguojczyźniany” ton, kult Jana Pawła II i podział ludzkości na „my dobrzy” i „oni źli” narysowany grubą krechą. Dodam, że ci dobrzy to oczywiście Borejkowie i ich poplecznicy, a źli to cała reszta. Wizja świata raczej dla starszych pań z gatunku „moherowych”, a tematyka niby dla nastolatków: pierwsze miłości, dorastanie itede. Trudno mi sobie wyobrazić, co czuje 13-latka zabierająca się za taką „Wnuczkę do orzechów”, bo sama znam od dziecka pozostałe części i mam szerszy kontekst, ale wydaje mi się, że takie coś do młodzieży nie trafia.

Dwudziesta część jak dla mnie żywcem już pogrzebanej „Jeżycjady” dzieje się latem we wsi w okolicy znanych z poprzednich tomów Pobiedzisk. Główną bohaterką jest rozważne dziewczę imieniem Dorota, wychowywane przez dwie babcie i samotną matkę (tato dał nogę) w duchu podejrzliwości wobec mężczyzn oraz wszelkich romantycznych bzdur (mama z traumą nie szczędzi czasu i energii, by wbijać córce do głowy, że należy odcinać się od porywów serca i zdradzających oznaki zainteresowania facetów – to na pewno podstęp!).

Podróżując bryczką po lesie nasza Dorotka natyka się na zemdloną i ewidentnie kontuzjowaną kobiecą postać malowniczo spoczywającą wśród bujnego runa przy złamanym mostku. Postacią jest nikt inny jak Ida Pałys (z domu Borejko), która w lesie postanowiła wybiegać złość na małżonka. Ów miał czelność zwrócić jej uwagę, jakoby zdradzała swym zachowaniem objawy menopauzy.

Hoża dzieweczka w przypływie ludzkich odruchów udziela Idzie pierwszej pomocy i zabiera ją do rodzinnego domu, gdzie obie babcie co roku wynajmują pokój letnikom.

Tak rozpoczyna się historia, w której bierze udział Ida, jej siostrzeniec Ignacy Grzegorz Stryba (męczący i mało realistycznie przedstawiony nastolatek z problemem nadwrażliwości wynikającym z typowego już u Borejków geniuszu). Postacią dość kluczową jest również syn Idy Józef, odwieczny adwersarz wspomnianego Ignasia. Występują również dość licznie inni Borejkowie: Gabriela, Patrycja i Natalia, seniorzy rodu, młodszy syn Natalii Jędrek. Po raz pierwszy również aktywnie udziela się mąż Idy, Marek Pałys, postać dotąd enigmatyczna i średnio nacechowana osobowością. Wszyscy oni z lubością adorują się nawzajem, rozkoszując się swoim sielankowym towarzystwem, pozbawionym najmniejszych zgrzytów. Młodsze dzieci ubóstwiają starszych kuzynów, a dziadkowie w bezsenne noce zabawiają się snuciem wspomnień o dziecięcych psotach swoich córek. Jest słodko, słodko, słodko. Idealnie i nierealnie. Do wyrzygania. Prorodzinnie, że ha!

No ale we „Wnuczce do orzechów” chodzi o naszą  Dorotkę. Co z nią?

Wyobraźcie sobie, że dziewczyna od niemowlęctwa jest karmiona taką oto ideologią:

„Dosiulku, tylko uważaj! […] wprost WYPADA CI zachowywać trzeźwość umysłu i zdawać sobie sprawę z zagrożeń. MUSISZ być rozsądna! Nie dla Ciebie ufność, romantyzm i sentymenty, ja już naprawdę z góry wyczerpałam rodzinny limit naiwności. Pamiętaj, i to zawsze: przede wszystkim jesteś CZŁOWIEKIEM, a dopiero potem – kobietą. Instynkt rozrodczy zwodzi często ludzi na manowce. […]

Uwaga! Im ładniej kto gada, tym groźniejszy. […] Pamiętaj! ZAWSZE bądź podejrzliwa wobec wymownych!

Wiem, co teraz myślisz. Że mówiłam to już 1000 razy. Nie wzdychaj. Nie pozwolę, abyś i Ty została oszukana. To tak bardzo boli.” [str.42]

Oczywistym jest, że dziewczyna takowa, osiągnąwszy stosowny wiek pokwitania, zakocha się z marszu w pierwszym napotkanym przypadkiem nieznajomym chłopaku, pokładając w nim 100 % zaufania jeszcze, nim dojdzie do jakiejkolwiek rozmowy, zamiast na przykład żywić podejrzliwość do całego, nie tylko męskiego świata oraz wykształcić osobowość lękową, w kierunku paranoicznej. Zupełnie naturalna kolej rzeczy. Chociaż w sumie jest pewna ścisłość i uzasadnienie pojawienia się miłości bez uczestnictwa dialogu. Dialog, jak wiemy prowadzi do zguby.

Jak miłość, to tylko od pierwszego wejrzenia. Po co rozmowy, pytania, choćby o znak zodiaku? Lepiej spojrzeć sobie przeciągle w oczy i wszystko wiadomo. Następnym krokiem w znajomości jest wciśnięcie pierścienia na palec wybranki. Słowem: życie.

Kiedyś pani Musierowicz pisała o młodzieńczych zauroczeniach z dużą wrażliwością, mądrze, ale też i zabawnie. Realistycznie. To spora sztuka. Bohaterowie poznawali się, zanim doszło do stworzenia relacji. Od kilku zaś części, nic tylko spojrzenie i bach! miłość, a cała fabuła potem polega na dążeniu do kolejnego spotkania, w trakcie którego następuje wyznanie uczucia, nieraz też jedynie za pośrednictwem spojrzenia.  Jak wiemy, życie jest krótkie, więc po co gadać po próżnicy, skoro od razu można przejść do ślubu i płodzenia licznego potomstwa?

Równie licznego, jak kolejno powstające części, gdyż każda nowa powieść kończy się zapowiedzią będącej już w przygotowaniu następnej.  Jedno bowiem jest pewne: renoma Jeżycjady jest tak duża i tak duży jest sentyment starych czytelników, że nakład się sprzeda bez względu na jakość.

I wygląda na to, że o to teraz głównie chodzi. No i proszę: jednak przestało być słodko.

 

 

 

 

Advertisements

7 thoughts on “Małgorzata Musierowicz: „WNUCZKA DO ORZECHÓW” – recenzja złośliwa

  1. Nigdy nie przepadałam za Jeżycjadą… Próbowałam jakoś, jak miałam 11 lat i nigdy nie udało mi się wciągnąć. Chyba już wtedy wydawało mi się to dość mocno odrealnione i nie umiałam się odnaleźć w bohaterach.
    Ale tak ogólnie, to szkoda, że taka kultowa polska seria nie wytrzymuje próby czasu. :/

    • Ja też zaczęłam jak miałam 11 lat, ale wtedy byłam za mała. Potem się wciągnęłam i do tej pory uwielbiam początkowe części. No ale nic nie trwa wiecznie 😉

  2. Nie ma renomy, renoma byla, teraz jest tylko strach przed krytyka, bo kto z szerszej publicznosci znanych krytyko powie, ze to jest zle? POmijam te biedna historie milosna; nuda i rozwleklosc opisow przyrody moze smialo stawac w szranki z “Nad Niemnem”, poczucia humoru za grosz (w przy “Szostej klepce” smieje sie na glos do dzis), ale najgorsze, ze jak na ksiazke dydaktyczna jest karygodnie niewychowawcza- kto cuci nieprzytomna osobe wlewajac jej w usta alkohol?? Kto malemu dziecku bedzie wciskac ze samotnosc jest dobra i tworcza, gdy zwierza sie, ze go wymiewaja rowiesnicy? Ltora matka, wyjezdzajac nie na koniec swiata tylko do Norwegii widuje sie z dzieckiem raz an ruski rok w dobie tanich lotow? Ignas jest irytujacy od dawna, ale wyobrazam sobei takiego pokreta. Jozefa ideala- juz nie jestem w stanie. Starsznie to wszystko- nomen omen- papierowe.

    • Ejjj, “Nad Niemnem” było super 😉 A Józef najfajniejszy ze wszystkich. Choć trudno uwierzyć, że przy takiej matce się ostał taki stabilny 😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s