Mama II Mommy

doc_6575_0

reżyseria: Xavier Dolan

25-letni Xavier Dolan jest postacią, wobec której mało kto potrafi przejść obojętnie. Reakcje są różne. Od żarliwych zachwytów po zjadliwą krytykę. Porównywany jest do Almodovara czy Ozona, głównie chyba ze względu na deklarowany homoseksualizm, tematykę LGBT, którą chętnie porusza i działanie na nerwy co bardziej konserwatywnym krytykom. Mówiąc krótko – chłopak jest kimś 😉

We mnie osobiście budzi podziw ze względu na ilość osiągnięć w tak młodym wieku. Ma już na koncie pięć samodzielnie wyreżyserowanych filmów. Ba, wyreżyserowanych: zaprojektowanych własnoręcznie przez siebie: od scenografii po dobór muzyki i kostiumy, a niejednokrotnie sam wciela się w swoje postaci (np. w filmie „Wyśnione miłości”).

Jakkolwiek film „Wyśnione miłości” obejrzałam całkowicie nieświadoma, kim jest autor i czego się spodziewać, tak „Mamę” wybrałam z premedytacją, bardziej ze względu na tematykę, niż nazwisko reżysera. „Wyśnione miłości” wytworzyły we mnie koktajl emocji, który ciężko było przełknąć. Dlatego na kolejne filmy Dolana nie poszłam. Co nie oznacza, że ten film jest zły, wprost przeciwnie. Porusza i to mocno.

„Mama” pod względem gry na emocjach widza jest podobna.

Historia stara jak świat, czyli: samotna matka i sprawiający problemy nastolatek. Tyle, że podane zupełnie inaczej, wybebeszone niczym skotłowany kłąb ubrań wywalony z szafy, obłożone najbardziej znanymi hitami muzyki pop i eksperymentami z formą.

Tytułowa „Mama” czyli Diane Després (Anne Dorval), sama dość impulsywna i pozbawiona zahamowań po śmierci męża boryka się z wychowaniem cierpiącego na ADHD syna Steve’a (świetny Antoine-Olivier Pilon). Cała akcja, jak dowiadujemy się z informacji wyświetlanych na ekranie na samym początku filmu, toczy się w Quebecu w 2015 roku. Kanada ma nowy rząd i nowe, kontrowersyjne ustawy. Jedna z nich, ściśle dotycząca naszych bohaterów, mówi o tym, że jeśli sprawiające problemy wychowawcze dziecko stanowi zagrożenie dla bliskich, rodzina bez jakiejkolwiek ścieżki sądowej może je umieścić w wybranym ośrodku specjalnym.

Chłopiec ma duże problemy nie tyle z hiperaktywnością, co z agresją, której niespodziewanych wybuchów w ogóle nie kontroluje, a narwana matka, mimo iż jej zamierzeniem jest chronić i przywoływać syna do porządku, swoją osobowością zdaje się pogłębiać jeszcze jego rozedrganie emocjonalne.

Pierwsze sceny wzbudziły we mnie lekką konsternację. Trudno było z nich zrozumieć, o co w ogóle chodzi i zastanawiałam się, czy do końca filmu tak będzie. I jeśli tak, to jak napisać potem recenzję czegoś, czego nie zrozumiałam :P.

Jednak aż tak źle nie było. Owszem, Dolan momentami wydaje się zanurzać w tak intymny świat postaci, ich relacji i tylko dla nich zrozumiałych dialogów, że czasami zapomina, że gdzieś tam jest widz i trzeba go trochę naprowadzić.

Dokonuje trochę odwrócenia scenariusza, nie tylko filmowego, ale także życiowego, gdzie przeważnie tak się układa, że pogmatwany wewnętrznie dorosły krzywdzi wychowywane przez siebie dziecko pozostawiając mu traumę na całe życie. W „Mamie” to dziecko jest traumą, i to wcale nie z powodu błędów wychowawczych, a zaburzeń, na które cierpi chłopiec. Błędy wychowawcze, brak ojca i stabilizacji materialnej również dodają swoje, ale to dziecko sieje tu spustoszenie i finansowe i emocjonalne w życiu dorosłego.

Steve sam nie nadąża za swoimi zmianami nastrojów, z euforii popada we wściekłość, matkę uwielbia, momentami z kazirodczym wręcz zabarwieniem, by po chwili rzucać w nią stekiem najgorszych wyzwisk czy posuwać się do rękoczynów.

Klamrą spinającą ten swoisty duet jest postać sąsiadki Kyli (Suzanne Clément). Podczas gdy Diane i Steve mają problem z brakiem zahamowań, ona znajduje się na przeciwnej stronie skali: wycofana, wręcz zahamowana, ma problemy z zacinaniem się, gdy mówi. Specyficzna przyjaźń, którą nawiązuje ta trójka staje się kanwą całej historii.

„Mama” jest dla mnie filmem nierównym – ma swoje świetne i słabe momenty. Ciekawym zabiegiem jest zwężanie się i rozszerzanie ekrany jako odzwierciedlenie stanów emocjonalnych bohaterów. Popowe hity wplecione w ścieżkę dźwiękową podobały mi się średnio. Trochę mi również brakowało rozwinięcia postaci Kyli – to bohaterka z tajemnicą, której do końca filmu nie odkrywamy, jakby zabrakło na to czasu albo werwy.

Jednak siłą Dolana, tak jak i w „Wyśnionych miłościach”, są emocjonalne niuanse, reakcje które wzbudza w widzu.

Tak jak się spodziewałam, w „Mamie” dociera do głęboko ukrytych w zakamarkach pamięci trudnych emocji, które w dzieciństwie czy okresie dorastania żywi się do swoich matek: tak bliskich, a jednak pozostających odrębną planetą i budzących głęboką urazę swoją nieumiejętnością zrozumienia nastoletniego rozedrgania. O dziwo słabych, choć powinny być silne. Podejmujących w naszych oczach błędne decyzje, choć powinny być nieomylne. Raniących, choć powinny zawsze chronić.

Taka jest Diana „Die” Després. W jej historii nie ma dobrego rozwiązania – każde, które wybierze, będzie trudne i niezwykle dla niej obciążające. Jednak pomimo beznadziejności sytuacji, w której się znalazła, stara się widzieć to, co najlepsze. Czasem mocno na siłę, ale to pozwala jej wciąż się podnosić po kolejnych upadkach.

źródło zdjęcia: http://www.kinopodbaranami.pl

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s