Suzanne Collins: Igrzyska Śmierci

igrzyska

Witajcie po przerwie 🙂

Trochę mnie tutaj nie było. Muszę przyznać, że ciężko pisać bloga, kiedy się wykańcza mieszkanie. Za dużo spraw doczesnych na głowie ;).

Na szczęście pomału mój świat zaczął wracać do normy, więc postaram się tu częściej zaglądać. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą nieobecność. O ile jeszcze pamiętacie, by czasem do mnie zajrzeć :).

Mimo wielu zawirowań, wojen z deweloperem, starć z ekipą wykończeniową i castoramowych rozterek, udało mi się w międzyczasie coś poczytać a nawet obejrzeć.

Na pierwszy ogień mam dla Was coś, co zapewne znają już wszyscy: IGRZYSKA ŚMIERCI.

Cykl Suzanne Collins składa się z trzech powieści, które z początku zakategoryzowałam jako wciągające młodzieżowe czytadło na wakacje o głębszym przesłaniu w tle. Pojawiło się ono w moim życiu za sprawą pierwszej części filmu, który obejrzałam nie mając nic ciekawszego pod ręką i który zaskoczył mnie pozytywnie (no, może poza tym, że Jen Lawrence wydała mi się trochę zbyt pyzata jak na zabiedzone dziewczę z głodującej prowincji ;).

Każdy chyba już wie, o czym to jest, ale jednak opowiem:

Nieodległa przyszłość. Na zgliszczach Stanów Zjednoczonych od kilkudziesięciu lat funkcjonuje totalitarne państwo o nazwie Panem podzielone równo na dwanaście dystryktów. W jednym z nich, tym najbiedniejszym, a zarazem najbardziej (na własne szczęście) zapomnianym przez Kapitol rządzony przez demonicznego prezydenta Snowa, mieszka szesnastoletnia Katniss Everdeen. Jej życie tak naprawdę kręci się wokół walki o przetrwanie własne i rodziny. Mimo młodego wieku to ona po tragicznej śmierci ojca utrzymuje przy życiu młodszą siostrę Prim i pogrążoną w depresji mamę.

W towarzystwie najlepszego przyjaciela Gale’a poluje (czy też raczej kłusuje) i zajmuje się nielegalnym handlem dziczyzną na Ćwieku, czyli lokalnym czarnym rynku. Samo to nie byłoby takie tragiczne (choć lekko nie jest), gdyby nie Głodowe Igrzyska.

Rok w rok od siedemdziesięciu kilku lat, dla upamiętnienia klęski buntu dystryktów przeciwko Kapitolowi, organizowane jest zakrojone na gigantyczną skalę reality show. Uczestnikami są dzieci: po parze z każdej prowincji wybieranej w drodze losowania. Rok w rok  na specjalnie przystosowanej wirtualnej arenie, niczym gladiatorzy  toczą walkę na śmierć i życie, nie tylko ze sobą nawzajem, ale głównie z głodem, chłodem i dzikimi zwierzętami. Zwycięzca może być tylko jeden.

Cała historia zaczyna się, gdy do igrzysk zostaje wybrana Prim, Katniss zgłasza się na ochotnika by uchronić siostrzyczkę przed niechybną śmiercią.

Do pary zostaje wylosowany Peeta Mellark, syn piekarza. Katniss zna go jedynie z widzenia, choć pewien epizod z dzieciństwa sprawił, że już na zawsze czuje się dłużniczką „chłopca z chlebem”.

Od tego momentu losy obojga, czy tego chcą, czy nie, zostają połączone, a ich poczynania na arenie prowadzą lud Panem do nieuniknionego: do rewolucji.

Pierwsza część trylogii, czyli „Głodowe Igrzyska” (przerobione po filmie na „Igrzyska Śmierci”) trochę raziła mnie nazbyt prostym stylem: narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, zdania są krótkie i proste. Robiło to na mnie dość prymitywne wrażenie, ale po kilkudziesięciu stronach to odczucie zanikło – być może autorka się rozkręciła, a może to ja się przyzwyczaiłam do takiej stylistyki, a wręcz doceniłam jej uroki.

Generalnie historia jest mieszanką wątków z młodzieżowych filmów akcji, a także gier komputerowych, więc jest to literatura lekka, którą czyta się piorunem, a jednak kryje się za tym coś więcej. Przede wszystkim jest to niegłupio podane przesłanie antywojenne: autorka nie stroni od scen przemocy oraz nieodwracalnych zmian, jakie potrafi ona wywoływać w psychice ludzkiej (przez wiele stron obserwujemy Katniss borykającą się z głębokim stresem pourazowym, a nawet depresją). Drugim istotnym wątkiem jest krytyka bezwzględności współczesnych mediów, które nawet ze śmierci i wojny robią dla siebie pożywkę, a wszystko to podporządkowane jest ściśle określonym regułom telewizyjnego show, gdzie nieskazitelny wygląd i dobry PR są ważniejsze niż rzeczywiste meritum sprawy.

Najmocniejszą stroną tego cyklu i tym, co mnie do niego przekonało, są bohaterowie: dobrze skonstruowane, psychologicznie wiarygodne i wielowymiarowe postaci. Przedwcześnie dojrzała Katniss, dobry, ale umiejętnie posługujący się kłamstwem Peeta i zapijaczony, cyniczny Haymitch to moja ulubiona trójka.

Najlepsze jest to, że Katniss nie jest miłą ani nawet ładną dziewczynką, która dzięki urodzie oraz dobremu serduszku zwycięża zło i mimo, że bierze udział w wojnie, nie kala się zabójstwem i nie odnosi szpecących ran. Dla odmiany ma w nosie wygląd i nawet nie próbuje przypodobać się innym, a wdzięku w niej tyle, co kot napłakał. Jest na tyle wyrachowana, co pełna autokrytycyzmu. Słowem: idealna żeńska antypostać literacka. Mimo to zarówno waleczny Gale, jak i szlachetny Peeta usychają z miłości. I tu przechodzimy do kolejnego wątku, który urzekł mnie w tej historii, czyli klasycznego trójkąta miłosnego. A urzekł mnie swoją nieoczywistością, ponieważ do ostatniej niemal strony nie wiedziałam, którego z chłopaków Katniss wybierze (równie uzasadniony byłby wybór każdego z nich, choć z różnych powodów), a kiedy już to się stało, pomyślałam: „No tak, to przecież miało największy sens.”

Na koniec dodam kilka słów o ekranizacji, bo nie mogę się powstrzymać: warto ją zobaczyć, zwłaszcza drugą część, choć w porównaniu z książką wydaje się nieco wygładzona: Katniss wydaje się lepsza (i ładniejsza :D), Peeta ma zdecydowanie mniej charakteru, a sceny przemocy nie są aż tak przejmujące. Jest za to bardzo wzruszająca, a Jennifer Lawrence jest naprawdę bardzo dobrą aktorką.

 

 

 

Advertisements

9 thoughts on “Suzanne Collins: Igrzyska Śmierci

  1. oh, myślałam, że pokusisz się o zupełnie osobną recenzję filmów:) zwłaszcza, że jak dla mnei to jedyny przypadek, kiedy druga część była lepsza od pierwszej, chociaż postaci wyprano dośc mocno z charakteru, pomijając może Effie, której nie zdołałam sobie AŻ TAK wyobrazić:)
    Niemniej, mnie też się sama historia bardzo podobała:)

  2. Miało być o literaturze – a tu same bestsellery wykreowane przez wydawnictwa i empik, o znikomej wartości.
    A film – druga cześć – nuda, nuda, nuda.

    Uwielbiam takie fragmenty: “Każdy chyba już wie, o czym to jest, ale jednak opowiem”.

    I o co chodzi z: “wielowymiarowe postaci” – że w 3D były.

    Proszę mi tu pisać o filmach i ksiązkach wartych zachodu.

  3. Jak dobrze, że wróciłaś! 😀
    Fajne były “Igrzyska…” 🙂 W sumie to chyba jedyna seria YA, za którą się zabrałam i pozytywnie zaskoczyła mnie poważnym podejściem do tematu i nietuzinkową historią. I film jest równie godny 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s