Sześć razy Emma I Seis puntos sobre Emma

Emma

Reżyseria: Roberto Pérez Toledo

Film ten oglądałam już dosyć dawno, podczas 13. Tygodnia Kina Hiszpańskiego w marcu 2013 roku. Nie miałam jeszcze wtedy bloga ani nawet nie świtał mi w głowie pomysł na niego. Ale zapadł mi w pamięć do tego stopnia, że od dawna myślałam, by go tutaj opisać, więc obejrzałam go jeszcze raz, żeby odświeżyć wrażenia. W sumie za drugim razem moje odczucia były trochę inne, ale o tym za chwilę.

Emma (Verónica Echegui) ma dwadzieścia dziewięć lat, pracuje w telefonie zaufania, jest piękną dziewczyną i jak wiele kobiet chciałaby mieć dziecko.

Z tą różnicą, że Emma jest niewidoma i ani myśli o zakładaniu rodziny. Chce tylko dziecka, a ewentualnego ojca traktuje jedynie jako dawcę nasienia. „W ten sposób będę miała dziecko tylko dla siebie” zwierza się przyjacielowi. Sama o sobie mówi, że jest osobą, która nie jest w stanie nikogo pokochać.

Kiedy kolejne próby zajścia w ciążę zawodzą, a korowód byłych chłopaków ściele się gęsto, Emma zapisuje się na terapię grupową dla osób niepełnosprawnych, sama w sumie nie wiedząc, po co to robi. Tu poznaje Germana  psychoterapeutę prowadzącego grupę, z którym wdaje się w namiętny romans (w tej roli przepiękny Álex García, prywatnie narzeczony Veróniki Echegui – taki nius pudelkowy:P). Oczywiście tylko w jednym celu: zajść w ciążę. Ona ukrywa przed nim powód, dla którego się z nim spotyka, on przed nią fakt, że ma żonę i dwójkę dzieci oraz…inne grzeszki. Łatwo zataić przed nią to i owo: przecież nie widzi. W grę również wplątuje się brat sąsiadki i przyjaciółki Emmy, Diego (Fernando Tielve) wyraźnie zauroczony dziewczyną. Zazdrosny o Germana, nieźle namąci w życiu obojga. Tak naprawdę nie wiem, jakie pobudki kierują tym chłopakiem: zazdrość, egoizm, chęć chronienia Emmy, czy mylne poczucie sprawiedliwości?

„Sześć razy Emma” nie jest wzruszającą i romantyczną opowieścią o dziewczynie, która szukając czego innego znalazła miłość. Mamy do czynienia z interesującym kinem psychologicznym, w którym żadnego z bohaterów nie można jednoznacznie ocenić. Reżyser umiejętnie gra stereotypem bezbronnej, kruchej kaleki wyglądającej na łatwy łup dla każdego, kto zechciałby ją wykorzystać. Ale kto tu jest największym egoistą, trudno stwierdzić. Chyba jedynym altruistycznym bohaterem jest pies Emmy, Rosca;)

Obejrzałam ten film dwa razy i za pierwszym było dla mnie oczywiste, że Emma zachowała się w super wyrachowany sposób, ale za drugim razem już nie byłam taka pewna, może jednak naprawdę coś poczuła, tylko historia zamotała się trochę za bardzo… Oceńcie sami.

Emma zresztą jest postacią, którą mimo wszystko się lubi: jest urocza, otwarta i dla każdego potrafi znaleźć dobre słowo.

Lubię współczesne kino hiszpańskie za to, że po prostu opowiada historie. Takie, w których jak w prawdziwym życiu wydarzyć się może wszystko, bo nie ma żadnego utartego schematu. Tym razem znowu mnie nie zawiodło.

Advertisements

4 thoughts on “Sześć razy Emma I Seis puntos sobre Emma

  1. nie, ja nie lubię Emmy aż tak. a co do Diega, film wprost o tym nie mówi, ale myślę, ze on był b.młody, stąd takie bardzo prostolinijne, instynktowne działanie. Ale film w istocie niezwykły, szkoda, ze po festiwalu nie wszedł normalnie do kin.

  2. Też żałuję, bo mogłoby go dużo więcej osób obejrzeć.
    A co do Diego to może i masz rację, mnie wkurzał strasznie;) Najbardziej mi było żal Germana, bo on najwięcej stracił (w sumie to przez własną głupotę). A przy okazji: bardzo mi się podobał wątek poboczny pt.: “Lucia i Donatello”;)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s