Ida, czyli czarno na białym

Ida

Reżyseria: Paweł Pawlikowski, zdjęcia: Ryszard Lenczewski

Jeśli do tej pory wahaliście się, czy obejrzeć „Idę”, to chciałabym niniejszym zachęcić.

A więc: cudowne, czarnobiałe, mocno wykontrastowane zdjęcia.

Socjalistyczna Polska lat 60tych. Zapyziałe miasteczka, dziurawe, wypełnione błotem drogi, obskurne zajazdy, smętne dansingi. Gęste smugi papierosowego dymu i wódka.

I dwie kobiety.

Pierwsza z nich to nowicjuszka Anna (debiutantka Agata Trzebuchowska). Dziewczyna tuż przed złożeniem ślubów zostaje zmuszona przez przeoryszę klasztoru do odwiedzenia ciotki,  jedynej krewnej, której dotąd nie znała.

Na pierwszy rzut oka jest to postać zupełnie pozbawiona osobowości. Ale jaka miałaby być dziewczyna od urodzenia wychowana w klasztornym kieracie? Takie pewnie boją się każdej samodzielnej myśli. Z czasem jednak Anna pokazuje, że ma silnie ukształtowane poczucie tożsamości. Tej, z którą całe życie się wychowywała. Wybiera Annę, nie Idę.

Ale po kolei.

Drugą kobietą jest Wanda, ciotka Anny, bezwzględna stalinowska sędzia, znana w środowisku jako Krwawa Wanda. Grana przez absolutnie przeze mnie adorowaną Agatę Kuleszę. Dla mnie to jest rola numer jeden tego filmu. Kobieta dojrzała, która korzysta z uroków życia, lubi wypić, zabawić się, może nawet trochę za bardzo. Jest w tym zarazem coś tragicznego. Z czasem zresztą poznajemy jej tajemnicę. Niewesołą tą postacią bardzo dyskretnie wplatany jest cień humoru sytuacyjnego, choć film ogólnie jest bardzo poważny. Jednak dzięki Wandzie widz parę razy uśmiecha się półgębkiem i kręci głową z lekkim niedowierzaniem.

Pierwsze spotkanie Anny z Wandą to dość bolesne dla młodej dziewczyny przeżycie. Ciotka na zimno i bez ogródek oznajmia jej, że nie jest żadną Anną, tylko Idą Lebenstein, córką Róży i Haimego. Żydówką.

A potem zabiera ją w podróż do dawnego miejsca zamieszkania rodziców Idy, w celu odnalezienia ich grobu i korzeni dziewczyny. Ale tak naprawdę według mnie, ta podróż potrzebna jest bardziej Wandzie, niż Idzie. Siostrzenica tylko biernie podąża za ciotką, która, nagle jakby przebudzona z wieloletniego letargu, z zawziętością dąży do odkrycia prawdy.

Film pokazuje trudne dla polsko-żydowskiej historii wątki w sposób prosty, bez śladu patosu i prób wybielania którejkolwiek ze stron. Może dlatego jest tak wymowny. Spotkał się również z dużą krytyką ze strony środowisk żydowskich. Helena Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego stwierdziła, że pokazuje negatywne stereotypy.

Produkcja Pawlikowskiego od strony przekazu jest po prostu kiepska – sylwetki obydwu bohaterek są ukształtowane na zasadzie stereotypów: żydowskiej, komunistycznej k*rwy, której “przydarzył się” Holocaust i dziewicy, “zmywającej” swoje niekatolickie pochodzenie w klasztorze.  – mówi.

Nie wiem, co miała na myśli ta pani – czy że Żydów można pokazywać tylko jako biedne, bezwolne ofiary, nieskalane żadną winą? O Żydzie komuniście to już nie wolno? Przecież sama postać Wandy miała pierwowzór w rzeczywistości – Helenę Wolińską. A więc i tacy Żydzi byli.

Wanda zresztą nie jest w moich oczach żadną żydowską, komunistyczną k*wą. Jest kobietą, która sobie nie poradziła. Z Holocaustem, z własną winą, z przeszłością. Jak wielu wówczas Polaków, Żydów i Niemców, którym po tym wszystkim przyszło niby zwyczajnie żyć.

Ida czy też Anna wychowana w poczuciu, że jest Polką, bez świadomości swoich korzeni, jakież winy niechrześcijańskiego pochodzenia miałaby zmywać w klasztorze? Pozostała po prostu wierna temu, na czym oparła swoje poczucie tożsamości. Ja bym pewnie zdecydowała inaczej, tak sobie przynajmniej wyobrażam, ale urodziłam się dawno, dawno po wojnie i mam inną mentalność.

Dosyć długo zwlekałam z pójściem na ten film: jesień, potem zima, brak słońca, zimowa depresja itd. O tej porze roku temat wydawał mi się zbyt ciężki. Ostatecznie przekonał mnie trailer i te przepiękne zdjęcia, z których każde można by powiesić w osobnej gablocie. Ale „Ida” pomimo obranej tematyki nie jest ciężka. Ma w sobie melancholijny urok, podkreślany przez stare szlagiery wyśpiewywane przez gościnnie występującą Joannę Kulig (kolejna wspaniała młoda aktorka u progu kariery, czyli to, co lubię najbardziej:) ), prostotę przekazu i dwie ciekawe role kobiece, które naprawdę warto zobaczyć.

Polecam bardzo.

Advertisements

4 thoughts on “Ida, czyli czarno na białym

  1. bardzo zgrabnie i zachęcająco napisałaś..ale poczekam może do wiosny na ten film, z tych samych powodów, dla których Ty zwlekałaś:) to teraz Papusza?;)

  2. alez bym obejrzała…niestety musze jeszcze poczekać az Arabowie zezwolą mi na to…;)
    pięknie napisane:) az radość czytac!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s