Ain’t Them Bodies Saints

220px-Ain't_Them_Bodies_Saints_poster

Reż.: David Lovery, zdjęcia: Bradford Young

Dawno, dawno temu, w latach siedemdziesiątych w Texasie była sobie zakochana para… gangsterów.

Albo raczej to on jest gangsterem a ona, jako wierna żona chce uczestniczyć we wszystkim, co robi mąż. Bob (Casey Affleck) i Ruth (Rooney Mara) biorą udział w strzelaninie, w której Ruth rani poważnie policjanta. Bob, chcąc chronić żonę będącą w ciąży, przyjmuje winę na siebie i zostaje skazany na 25 lat więzienia.

Zaczynają się lata wzajemnego czekania na siebie. On tęskni, pisze listy, karmi się wspomnieniami o Ruth i marzeniami o dziecku. Ona czeka i… żyje. Rodzi córeczkę, zaczyna prowadzić ustabilizowane życie.

Właściwa akcja rozpoczyna się kilka lat później, kiedy córeczka Boba i Ruth ma już kilka lat, a jej ojcu po kilku nieudanych próbach udaje się zbiec z więzienia i wrócić do rodzinnego miasteczka. Jest opętany myślą, by być ze swoją rodziną za wszelką cenę.

Jeśli liczycie na spektakularne ucieczki, pościgi i krwawe strzelanki, to nic z tego. Historia nie obfituje w zwroty akcji. Skupia się głównie na relacjach, pięknych niuansach, które czasem w życiu chwytamy kątem oka a potem wspominamy latami, ukazanych dyskretnie i bez nadmiaru dialogów. Nie trąci jednak przesadną ckliwością, przeciwnie. Wszystko to jest serwowane z umiarem, dlatego zapewne tak pozytywny odbiór filmu na festiwalu Sundance w tym roku.

Intymny nastrój budują piękne zdjęcia stylizowane na kolor sepii i o małym natężeniu światła. Na głównym planie jest oczywiście uczucie dwójki głównych bohaterów. Sporo miejsca poświęcono także relacji Ruth z wychowywaną samotnie małą córeczką, przedstawionej wyjątkowo ciepło i urokliwie, a także rozwijająca się jakby mimochodem przyjaźń Ruth z wyraźnie zakochanym w niej policjantem (w tej roli Ben Foster). Policjant to, tak na marginesie, moja ulubiona postać w tym filmie (i bardzo fajnie zagrana rola). Według mojej wersji Ruth powinna wybrać jego.

Śliczna i naturalna Rooney Mara, znana głównie z roli Lisbeth Salander w amerykańskiej wersji „Dziewczyny z tatuażem” znów pokazała aktorską klasę. Nie wiem, czy ma ona odpowiednią osobowość, by zostać gwiazdą, ale trzymam za nią mocno kciuki, bo ma naprawdę duży potencjał aktorski i chciałabym ją zobaczyć w wielu filmach. Moim zdaniem ma „twarz tysiąca emocji”.

Film ten nie był pokazywany dotychczas w Polsce i nie wydaje mi się, żeby były takie plany. No chyba że na jakimś festiwalu kina niekomercyjnego.

Klasyfikuję go jako coś w stylu romantycznego kryminalnego dramatu. Jest dosyć smutny, a mimo to wywołuje melancholię z gatunku tych przyjemnych. Nie proponuję go na jesienno-zimowe wieczory z dołem. Raczej na leniwy sobotni poranek przy kawce;).

Advertisements

3 thoughts on “Ain’t Them Bodies Saints

  1. O rety! Zupełnie zapomniałam o tym filmie! Jak tylko zobaczyłam zwiastun, od razu się zachwyciłam 😀 Jak dobrze, że mi przypomniałaś! Zachwyca mnie zarówno Rooney, która jest jedną z ciekawszych aktorek młodego pokolenia i Casey Affleck, który niewiarygodnie mnie przeraził i zachwycił już w “The Killer Inside Me” 🙂

    • Ja Rooney uwielbiam 🙂 (nie wiem, czy widziałaś “Panaceum” – tam też super gra).
      Co do Casey’a to miałam okazję pierwszy raz go oglądać właśnie w tym filmie i nie jest to jakaś powalająca rola. Ale chętnie obejrzę “The Killer Inside Me”.

      • Przygotuj się na brutalne, zupełnie nieoczekiwane sceny przemocy, które wryją Cię w fotel 😀 A w ogóle “The Killer Inside Me” oparty jest na opowiadaniu, więc można nawet najpierw przeczytać (u mnie wciąż czeka na czytniku, bo najpierw trafiłam na film) – jest mega!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s