W imię…

w_imie

Reż. Małgorzata Szumowska

Nie ma to jak w słoneczne wrześniowe popołudnie zdołować się ambitnym filmem.

Rzecz dzieje się w zapyziałej wiosce gdzieś w Polsce. W dodatku bardzo powoli. Charyzmatyczny ksiądz Andrzej oddelegowany z Warszawy (Andrzej Chyra) zajmuje się trudną młodzieżą wysłaną na obóz z poprawczaka.

„Przyjaźń z miejscowym outsiderem stanie się dla księdza Adama powodem do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi uciekł w stan duchowny.” – taki jest opis dystrybutora.

W roli outsidera Mateusz Kościukiewicz, którego nazwisko zwabiło mnie na ten film. Według mnie jest to aktor, który wciąż jeszcze nie rozwinął w stu procentach swoich możliwości. I czekam, aż ten dzień nastąpi. Przy okazji „ W imię…” miałam nadzieję, że to może już.

Oczywiście problem, z którym ksiądz Adam się boryka to homoseksualizm (niespodzianka!), przez co film dostał etykietkę skandalizującego. I rzeczywiście, w polskim kontekście można go za taki uznać z racji tego, że dzieje się w środowisku kościelnym, co więcej, można w nim zobaczyć dwie gejowskie sceny erotyczne, z których jedna – i to ta lepsza – jest pokazana bez zbędnych ogródek. (Aż dziw, że polski Kościół katolicki, słynący z pasjonowania się tematami, które najmniej powinny go obchodzić, się tym nie zainteresował, nie spróbował ocenzurować czy nie dopuścić premiery. Pewnie to dlatego, że od pewnego czasu bardzo jest skupiony na Świętej Wojnie z szatańskim in vitro).

Ale choć naszpikowany chrześcijańskimi symbolami i oscylujący wokół głośnego tematu, według mnie film jest intymną historią o samotności. Strasznej i nieprzeniknionej niczym mroki Średniowiecza, przeżywanej w ciszy i poczuciu przytłaczającej klęski. Ksiądz to człowiek, który dobrowolnie skazuje się na samotność, w jakimś sensie wyklucza się ze społeczeństwa. Jest obok, ale nigdy w. Zawsze w pewnej roli, nigdy jako on sam. Do tego ksiądz homoseksualista jest wykluczony podwójnie, bo sam się od części siebie musi odwrócić. W imię wiary.

Akcja rozgrywa się bardzo wolno. Muzyki niemal brak. Właściwie przez dłuższy czas nie wiadomo, czy film do czegoś zmierza, czy po prostu ukazuje pojedyncze sceny z życia księdza Adama i jego prywatnego tabu, od którego, jak się okazuje, nie jest w stanie uciec. Co chwila przenoszony z parafii do parafii, by uciszyć niewygodne pogłoski, nigdzie nie ma szans poczuć się u siebie.

Gdyby nie piękne zdjęcia Michała Englerta i piękna rola Andrzeja Chyry (również pięknego), można by umrzeć z nudów. Mateusz Kościukiewicz ciągle nie rozwinął w 100% skrzydeł, ale może on już po prostu tak ma, że zawsze wygląda, jakby skrywał w zanadrzu coś więcej. Natężenie homoseksualistów w tak małej miejscowości wydaje się cokolwiek podejrzane i mało realistyczne, a niezrozumiała scena, w której ksiądz i Dynia (Kościukiewicz) ganiają po polu kukurydzy udając koczkodany wywołała we mnie lekki atak „wstydu zastępczego” (ciągle się zastanawiam, co miała symbolizować).

No ale.

Mimo wszystko jestem na tak. Głównie ze względów estetycznych, wspaniałych zdjęć, dopracowania szczegółów. Lubię lekko rozwlekłe filmy o nieśpiesznej akcji, bo bardziej w nich zwracam uwagę na grę aktorów. Podobały mi się ukazane dyskretnie uroki polskiej prowincji (sama z takowej pochodzę 🙂 ). Poza tym, co może lepiej zobrazować samotne życie głównego bohatera niż cisza i brak akcji? W tym się zawiera kwintesencja samotności. Moim zdaniem film jest taki, jaki miał być i nie kryje się za tym niedorobiony scenariusz ani brak talentu reżyserki. Jedyne, co może mu szkodzić to etykietka skandalizującego, obalającego tabu i tak dalej, bo rzeczywiście – nic wielce spektakularnego się w nim nie dzieje. Jest po prostu historią nieszczęśliwego faceta, jakich wiele.

Advertisements

One thought on “W imię…

  1. Chyra kapitalny, ale on to chyba dźwignie każdą rolę, nawet w filmie, gdzie kuleje scenariusz- a taki to dla mnie właśnie obraz. Stagnacja i niespieszność na miejscu, ale scena w kukurydzy, przeholowana popijawa (sorry, kto by przy tym nie stracił przytomności? mało realne), oczywista symbolika Adam-Ewa, wprost wykrzyczenie do siostry o tym “pedale”, niezbyt wysokie to loty. Niemniej, scena procesji na Boże Ciało to mistrzostwo świata zdjęciowo-ruchowo-muzyczne, ograne pięknym światłem. Dla tej jednej sceny dobrze było iśc do kina.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s