Męskie pisemko

maleman

MALEMAN

Ostatnimi czasy zmęczyłam się trochę „Wysokimi Obcasami”. Niczego im nie ujmując, bo to wspaniała gazeta, która dotyka ważnych dla kobiet spraw, o których nie raz wcześniej nie mówił nikt. A mówić o nich trzeba.

Co więcej, WO ma sporo męskich czytelników i zawsze uśmiecham się z uznaniem, widząc np. w tramwaju zaczytanego w niej faceta.

Ale jednak… Zaczytywanie się w kółko w historiach umęczonych matek, którym nie pomaga mąż, bitych żon, o bezrobociu, które jest rodzaju żeńskiego, szklanych sufitach i konieczności udowadniania, że nie jest się żyrafą, tylko dlatego, że jest się kobietą, doprowadza do konkluzji dość czarno-białej i trochę smutnej. A więc: mimo bajeczek o równouprawnieniu, mężczyzna wciąż jest oprawcą, a biedna kobieta ofiarą. Jest to polska rzeczywistość, która zmienia się dosyć mozolnie.

Mnie się chwilowo przejadły te tematy… Chwilowo, powtarzam! I myślę, że to wbrew pozorom dobry znak.

Tak czy owak, musiałam znaleźć jakieś godziwe następstwo. A przynajmniej fajną alternatywę. I tym sposobem, choć może też trochę przypadkiem, natrafiłam na czasopismo „Maleman” (jak nazwa wskazuje, nie jest to prasa kobieca). Mój pierwszy kontakt z nim nastąpił w poczekalni u dentysty… Było to jakieś 2 lata temu. Tak mi się spodobał artykuł, który zaczęłam czytać (dotyczył zawodowych stosunków damsko-męskich z socjologicznym uzasadnieniem), że na poważnie rozważałam podwędzenie gazetki. Niestety jako typowa good girl oparłam się tej pokusie.

Ostatnio znów trafił w me ręce, dzięki koleżance, która również została fanką.

Myślę, że targetem tego pisma jest wykształciuch z dużego miasta. Zadbany, nowoczesny facet około trzydziestki o dobrze przystrzyżonej bródce, który czyta książki, lubi dobrą muzykę i ma swoje zdanie o polityce.

Jeśli chodzi o mnie, numer z Leszkiem Możdżerem przeczytałam od deski do deski. Bardzo ciekawe wywiady z pisarzem izraelskim Amosem Ozem, który opowiada o relacjach polsko – żydowskich jako o nieudanym małżeństwie po przejściach i z ambasadorem Niemiec Rudigerem Freiherr von Fritsch-Seerhausen, który mądrze mówi, dlaczego Unia Europejska jest lekiem na wrodzony brak altruizmu. Możdżer nawet mnie rozśmieszył do łez (a uważam, że to nadęty snob!). Do tego wciągający reportaż o ludziach morza: marynarzach, komandosach, naukowcach… Czuć w nim lekki posmak nieodzownych męskich przechwałek, ale nie przyćmiewa to reszty dobrego smaku. Sporo jest też miejsca poświęconego muzyce, różnym festiwalom i wydarzeniom kulturowym.

Jedyne, co mi się nie podobało, to wstępniak naczelnego Oliviera Janiaka, któremu ewidentnie natura poskąpiła pisarskiej iskry bożej, ale robi co może. Zresztą, za prowadzenie takiej dobrej gazety, można mu wybaczyć;).

Jak dla mnie bomba 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s