18 spotkań przy stole I 18 comidas

18 spotkan przy stole

Reż. Jorge Coira

Zarówno kino, jak i kuchnia hiszpańska należą do moich ulubionych, więc będą ochy i achy 🙂

Film opowiada kilka przenikających się miejscami historii, których wspólnym mianownikiem jest fakt, że dzieją się podczas posiłku. Mamy więc ulicznego muzyka, którego niespodziewanie po latach zaprasza na wspólny obiad dawna miłość, dziś niespełniona w małżeństwie kura domowa; parę staruszków, którzy posilają się milcząco w uroczej rustykalnej kuchni, sfrustrowanego geja, który wraz ze swym partnerem gości na kolacji swojego brata homofoba, by uraczyć go wreszcie chwilą prawdy na temat swojej orientacji seksualnej i parę innych postaci. Wszystko w akompaniamencie wspaniałych dań kuchni hiszpańskiej, na widok których nawet po sowitym obiedzie człowiek robi się od razu głodny.

Akcja toczy się nieśpiesznie – jak wiadomo, jeść należy powoli, a historie nie są jakoś szczególnie przekombinowane, podobnie jak naprawdę dobre jedzenie.

Sama nie wiem, co mnie w tym filmie najbardziej urzekło, bo ma on parę smaczków.

Na przystawkę: zdjęcia pięknej Galicji (w której jeszcze nie byłam, ale teraz już tym bardziej wiem, że muszę się tam wybrać).

Danie pierwsze: trzej aktorzy. Moim faworytem jest Sergio Peris Mencheta w roli narzeczonego zestresowanego geja. Bardzo sympatyczna i bardzo figlarnie, ale  z wyczuciem zagrana postać. Potem Luis Tosar jako grajek, który wprowadza nas do opowieści. Ma on w oczach to coś, co sprawia, że mógłby właściwie nic nie mówić, a i tak wszystko wiadomo. I po trzecie: Pedro Alonso. Gra on Vladimira przygotowującego kolejno śniadanie, obiad i kolację dla mającej go odwiedzić tajemniczej Laury, która za każdym razem, gdy posiłek jest już gotowy dzwoni, by poinformować, że jednak nie zdąży przyjść… Nie wiem, jak można wystawić do wiatru tak czarującego faceta? 😀 Który w dodatku świetnie gotuje… Te Hiszpanki nie wiedzą, co czynią.

Danie drugie: brak pośpiechu, fajerwerków i dramatyzowania. Krótkie historie kilku relacji. Kameralnie, niespektakularnie. Tak jak jest w prawdziwym życiu.

Deser: To hiszpańskie „COŚŚŚ”. Coś, co mnie urzeka nieodmiennie w kinie hiszpańskim: urocza swojskość, emocjonalność, wrażenie zaglądania przez dziurkę od klucza do czyjejś sympatycznej codzienności, dzielonej z widzem prostodusznie i bez zbędnych ceregieli.

Naprawdę baaardzo smakowity kąsek. I odradzam oglądanie na pusty żołądek!

18-comidas-cartel

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s