Dziewczyna z lilią I Écume des jours

dziewczyna z lilia

Reż. Michel Gondry, na podst. książki Borisa Viana pt.: „Piana złudzeń”.

Przyznaję, że nie znałam wcześniejszych filmów Gondry’ego. Pewnie dlatego niestety myślałam, że to komedia romantyczna z gatunku tych typowo francuskich i bajkowych, takich jak „Przepis na miłość” („Les émotifs anonymes”). Był to powód, dla którego wybrałam się na ten film w piątkowy wieczór. Opisy podawane przez dystrybutorów i plakaty reklamujące produkcję nie oddają w ogóle jej klimatu, przez co trochę zepsułam sobie odbiór tej wyjątkowej ekranizacji.

Spodziewałam się po prostu czegoś innego. Byłam nastawiona na lekką rozrywkę i chwilę relaksu, a tymczasem film jest mocno surrealistyczny z elementami makabreski. Co nie znaczy, że nie warto go obejrzeć!

Historia zaczyna się bajkowo: bogaty wynalazca Colin (Romain Duris), wiedzie sielskie, choć samotne życie w swym czarodziejskim domu, gdzie dzwonek do drzwi przypomina insekta, o porządki dba dziwny mały myszoczłowiek, a serwowane przez kucharza Nicolasa (Omar Sy) dania poruszają się na talerzach tworząc malownicze kompozycje. Popijając drinki serwowane z pianobaru, dyskutuje ze swym przyjacielem Chickiem (Gad Elmaleh) o dziełach pisarza nazwiskiem Partre. Ma wszystko, prócz miłości. Wkrótce jednak, dzięki Nicolasowi, na pewnym przyjęciu poznaje uroczą Chloe (Audrey Tautou) i jego magiczny świat nabiera jeszcze więcej barw.

Na początku jest kolorowo. Mnogość efektów specjalnych, szczegółów, od których może zakręcić się w głowie, zabawnych i zaskakujących surrealistycznych wizji wciąga widza w bajkowy świat, gdzie nie wiadomo, co wydarzy się za rogiem. Bohaterowie mają wszystko, czego zapragną na wyciągnięcie ręki, więc czerpią z życia garściami.

Do czasu jednak. Podczas szalonej podróży poślubnej Chloe zapada na dziwną chorobę. Okazuje się, że w jej płucu rozwija się lilia wodna. Od tego momentu przestaje być wesoło. W miarę pogłębiania się choroby Chloe, świat otaczający Colina niszczeje, kurczy się i pokrywa pajęczyną. Widzimy w surrealistycznej, lekko onirycznej oprawie, że szczęście jest kruche i jak nagle i bez żadnego ostrzeżenia może być nam zabrane, zaś problemy dorosłego życia mogą nas przerosnąć.

Interesującym wątkiem jest obsesja przyjaciela głównego bohatera, Chicka, na punkcie pisarza nazwiskiem Partre (podobieństwo nazwiska do Sartre okazuje się być całkiem zamierzone;) ) Chick kupuje wszelkie wydania książek wielbionego autora, odurza się jego dziełami, jak narkotykami (występują one również w formie tabletek lub kropli do oczu), zaniedbując ukochaną, pracę i doprowadzając się do finansowej ruiny. Ciekawa alegoria nałogu i jego destrukcyjnych skutków. Takich alegorii, tych rzucających się w oczy i trochę bardziej dyskretnych jest w filmie dużo, więc z kina wychodzi się z głową nabitą wrażeniami i przemyśleniami.

Jest to film mocno dziwaczny, trudny do zaklasyfikowania i grający trochę na nerwach widza (sceny sielankowe momentami bez ostrzeżenia przeobrażają się w lekko makabryczne). Nie jest lekki ani łatwy, za to na pewno jest ciekawy. Ja po obejrzeniu go byłam trochę zmęczona, a nawet można powiedzieć: oszołomiona. Jednak nie mogę powiedzieć, że żałuję obejrzenia go. Tak jak wspomniałam na początku: po prostu spodziewałam się czegoś innego.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s