Moda na cudzoziemca?

Moda na cudzoziemca?

Być może to przypadek, ale mnóstwo kobiet wokół mnie: znanych osobiście lub tylko z widzenia, jest w związku z obcokrajowcem. Nie wiem, czy tak jest też w innych krajach, ale w Polsce to na pewno fenomen na dużą skalę i zaczęłam się zastanawiać, jaki jest tego powód? Czy Polacy nie podobają się Polkom? A może na odwrót: to Polki nie spełniają oczekiwań Polaków? W rozmowie z pewnym znajomym usłyszałam teorię, że to kwestia… mody i dziewczyny wybierają cudzoziemców, bo fajnie się takim chłopakiem pochwalić. Ale czy ktoś naprawdę byłby w skłonny wybrać partnera ze względu na modę? Przecież to nie smartfon. Całkiem możliwe, że jest to wypadkowa przemian społecznych w Polsce, a może też tylko i wyłącznie faktu, że dzięki Internetowi i tanim liniom lotniczym mamy po prostu większy wybór.

Postanowiłam zasięgnąć języka u źródła i dowiedzieć się, jak to było w konkretnych przypadkach.

Cztery dziewczyny: Justyna, Marysia, Weronika i Żaneta zgodziły się opowiedzieć mi swoje historie: jak to jest żyć z obcokrajowcem i co uważają o polskich mężczyznach. Spodziewałam się wyciągnąć wnioski na temat kondycji płci brzydszej w Polsce, ale tak naprawdę przekonałam się w praktyce, że, jak głosi psychologiczna mądrość, każda opowieść zdradza znacznie więcej na temat opowiadającego, niż na jakiekolwiek inne tematy. Jakie są więc współczesne Polki i jak widzą relacje, partnerstwo i swoją rolę w życiu? No i w końcu: dlaczego ten obcokrajowiec?

Justyna – lat 31, pracuje w międzynarodowej firmie w Beirucie, jej partner jest Irlandczykiem.

Ktoś kiedyś powiedział, że na pewno na świecie jest ta twoja druga połówka, więc dlaczego większość ludzi wiąże się mieszkańcami tego samego powiatu, miasta, kraju? 

Johna poznałam w Polsce, w pubie, przyjechał z kolegami na Euro 2012. Rozmawialiśmy zaledwie dwadzieścia minut, a potem wymieniliśmy się mailami i zaczęliśmy pisać. Wkrótce okazało się, że otrzymałam ofertę pracy w Bejrucie, a on po prostu stwierdził, że mnie odwiedzi. I przyjechał, na inny kontynent! Żaden Polak nie zrobił dla mnie czegoś takiego.

Mam mało doświadczeń z polskimi mężczyznami, bo większość moich chłopaków była z zagranicy. Chyba Polacy postrzegali mnie jako osobę szaloną i nazbyt wyemancypowaną (lubię podróżować sama). Moją pasję podróżniczą uważali za przejaw tego, że nie będę chciała się ustatkować, założyć rodziny, mieć dzieci. Z Johnem nadajemy na tych samych falach, bo też kocha podróżowanie, a przy tym jego poczucie humoru jest równie zabawne, jak u Polaków. To również kwestia tego, że nie jestem typową Polką: mężczyzna nie jest dla mnie centrum życia, a jedynie jednym z jego elementów. Zawsze miałam wrażenie, że polscy faceci czują się bardziej wartościowi, gdy kobieta jest w jakiś sposób od nich zależna. Są bardzo przywiązani do tradycyjnych ról w związkach. Z tego, co obserwuję, Polki podobają się mężczyznom z Zachodu, bo wydają im się bardzo ciepłe, rodzinne, kobiece. Według Polaków już nie: my, kobiety, szybciej się emancypujemy, niż oni do tego dojrzewają. Może tak naprawdę to faceci lgną teraz do rodziny, a my chcemy stawiać na siebie i swój rozwój, więc stąd to przesunięcie? Nasi chłopcy w takim razie będą musieli wyruszyć na Wschód, bo tam kobiety są mniej wyzwolone (śmiech).

A John? On żartuje, że chętnie zostanie w domu z dziećmi, żebym ja mogła sobie robić tę swoją karierę. Męczy mnie o ślub, wesele. Ja tego nie potrzebuję, ale on ma czterdzieści lat, więc to już taki wiek (śmiech). Podoba mu się, że jestem samodzielna i umiem się sama o siebie zatroszczyć, interesuje go moje zdanie.

Nieporozumienia są, wiadomo. Przede wszystkim problemy komunikacyjne (śmiech). Strasznie go bawią moje gafy językowe, do tego stopnia, że twierdzi, iż nie zamierza mnie poprawiać, bo ma z tego taką zabawę.  A z poważniejszych rzeczy: ja jestem jednak jeszcze naznaczona końcem komunizmu, biedą okresu przemian ustrojowych. On ma lekki stosunek do pieniędzy – po prostu jest z bogatszego kraju, a ja na tę samą rzecz musiałam zawsze więcej pracować, więc nie wydaję pieniędzy tak lekką ręką. Ale jakichś wielkich różnic kulturowych nie widzę, w końcu Irlandia to też katolicki kraj.

Marysia, 32 lata – od roku mieszka w Mediolanie ze swoim chłopakiem.

Jak to się złożyło, że jestem z Włochem? Cóż, nie udało mi się znaleźć ukochanego w ojczyźnie (śmiech) i jako że lubię brać sprawy w swoje ręce, postanowiłam poszerzyć zakres poszukiwań przy pomocy Internetu. Poznałam go na portalu społecznościowym.

Wiadomo, że jest to trudne: wyjechać za facetem do obcego kraju. Na każdym kroku potrzebne są kompromisy: musisz zostawić swoją tradycję, przyzwyczajenia, znaleźć drogę pośrodku między kulturami. To dotyczy wszystkiego, począwszy od kuchni, po sposób, w jaki spędzasz święta Bożego Narodzenia. To takie częściowe wyrzeczenie się siebie na rzecz czegoś innego, co dostajesz w zamian. W jednej strony coś tracisz, a z drugiej zyskujesz poszerzenie horyzontów.

U nas jest pomieszanie ról tradycyjnych z partnerstwem. Cały czas nad tym pracujemy. Zresztą dopiero teraz dostałam pracę, a jak jesteś w domu, a twój facet pracuje, to wiadomo. On tak czy siak stara się pomagać w pracach domowych, chętnie gotuje. Ale trudno jest wprowadzić role partnerskie, bo kobieta się domyśli, co trzeba zrobić, a facet nie bardzo. Nie wiem, czy to dlatego, że nie chce się domyślić, czy że mama zawsze wszystko za niego robiła. Ja w każdym razie mam na to taki sposób, że instruuję go, co ma robić (śmiech).

Najśmieszniejsze jest, jak mówisz osobom z Polski, że jesteś z obcokrajowcem i robi to na nich wrażenie (śmiech). Albo jak dowiadują się, że mieszkasz w wielkim mieście typu Mediolan i mówią: WOOOOW. Tak jakbyś mieszkając w Krakowie codziennie chodziła do muzeum.

Nie mam zbyt wielu doświadczeń z Polakami, ale cudzoziemcy na pewno traktują kobiety z większym szacunkiem. Przy nich czujesz, że jesteś kobietą. Wiadomo, kto jest kto: ty jesteś kobietą, a to jest twój partner, który daje ci mnóstwo uczucia, a nie, że nie wiesz o co chodzi: czy to przyjaźń, czy kochanie, czy się na ciebie spojrzał i co to może oznaczać. Rzuca się w oczy szarmanckość. Nie musi być wielkiego powodu, byś dostała od mężczyzny kwiaty. W Polsce to wielki wyczyn. Teraz dużo się czyta o kryzysie męskości w Polsce i ja się mogę pod tym podpisać: mężczyźni nie wiedzą, czego oczekują od kobiety, a jeśli wiedzą, to nie są tego świadomi: z jednej strony masz być ich kumplem, z drugiej kokietować, w ogóle nie wiadomo, o co chodzi.

Inna sprawa to to, że tutaj mężczyźni boją się małżeństwa, a i jest większe przyzwolenie społeczne na zwlekanie z tym. W Polsce, jak chcesz z kimś żyć, musisz się pobrać, masz wręcz nóż na gardle. U nas jednak społeczeństwo jest trochę zacofane przez te zawirowania historyczne, które wciąż pamiętamy.

Weronika  – 31 lat. Od kilku lat w związku „na odległość” z Hiszpanem. Ona mieszka w Krakowie, on w Madrycie, widują się raz na kilka miesięcy.

Nie wyszło mi z żadnym Polakiem, po prostu. Żaden nie odpowiadał mi charakterologicznie. Poza tym Paco potrafi gotować, sprzątać, prać, a żaden ze znanych mi Polaków nie wykazywał inwencji twórczej w tym temacie (śmiech). Bo u nas jest po partnersku, a nawet można powiedzieć, że role są odwrócone. On mówi, że mógłby zająć się wychowaniem dzieci, a ja bym mogła kontynuować karierę. Nie oczekuje ode mnie tradycyjności, wręcz przeciwnie i to właśnie mi się podoba.

Nigdy się ze sobą nie nudzimy, to na pewno. Potrzebujemy więcej czasu, by się nawzajem odkrywać, bardzo się od siebie różnimy. Wiadomo, że ludzie zawsze różnią się od siebie, ale u nas dochodzą jeszcze różnice kulturowe. Ale dla mnie wszystko, co hiszpańskie jest atrakcyjne, podobnie jak dla niego to, co polskie.

Trudne jest to, że jest to związek na odległość. Widzimy się raz na trzy miesiące, na co dzień nie mamy bezpośredniego kontaktu, tylko telefon, Internet. Wkurza mnie to, że on nie mówi po angielsku, bo to na pewno pomogłoby ustabilizować naszą sytuację – moglibyśmy gdzieś razem wyjechać do pracy. Wiadomo, jaka jest sytuacja na rynku pracy w Hiszpanii, więc pomimo, że mówię biegle po hiszpańsku, nie wyjadę tam, bo musiałabym być na utrzymaniu Paco, a na to nie mam najmniejszej ochoty.

Muszę przyznać, że przy Hiszpanach Polacy wypadają cienko (śmiech). Przede wszystkim nie spotkałam w Polsce faceta, który byłby tak czuły i wrażliwy, interesował się w takim stopniu moim życiem. Sprawia, że czuję się kobietą, motywuje mnie do działania. Naprawdę, kiedy mam zły nastrój, nie ma dla mnie lepszego motywatora, niż on. Poza tym obcokrajowcy są przystojniejsi, bardziej zadbani, ale to już, że tak powiem, wartość dodana. Czasem to nawet dochodzi do ekstremum i są wręcz gogusiowaci, ale mój Paco nas szczęście taki nie jest.

Jakichś różnic kulturowych, które mogłyby przeszkadzać w byciu razem nie widzę. Ciekawe jest jego podejście do jedzenia: ja do tego nie przykładam większej wagi, a dla Paco każdy posiłek jest świętością i musi być celebrowany. Poza tym Hiszpanie lubią odkładać wszystko na ostatnią chwilę, co często owocuje tym, że na dużo na tym tracą.

Żaneta, 32 lata. Od kilku lat mieszka ze swoim partnerem we Włoszech w turystycznej miejscowości nad morzem Atlantyckim.

Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Nie było moją intencją zawieranie bliższej znajomości, amen!

 Przy wyborze partnera kieruję się charakterem i wydaje mi się, że zawsze wybierałam podobne osoby. Nie przeceniałabym tu narodowości. Na pewno nie szukałam na siłę obcokrajowca, to był zupełny przypadek. Zawsze miałam fantastycznych polskich chłopców. Moje związki z nimi trwały długo, z różnych powodów się rozstaliśmy, ale ogólnie mam bardzo dobre zdanie. Może na początku są bardziej powściągliwi, ale absolutnie nie uważam, że obcokrajowcy są w czymś lepsi. Z kolei Włosi na początku są bardziej romantyczni, wylewni, bardziej się starają.

Na pewno ciekawe jest to, że zmieniasz kraj i możesz skonfrontować swój sposób widzenia świata, coś, co dotąd było dla ciebie oczywiste z inną wizją i to poszerza horyzonty. Ta różnica w sposobie postrzegania może też mieć stronę negatywną: wiadomo, że w kwestiach spornych twój partner nie rozumie tak łatwo twego punktu widzenia ani tego, z czego on wynika, jak osoby tej samej, narodowości. Oczywiście wraz z upływem czasu poznajecie się i rozumiecie coraz lepiej, więc ten problem stopniowo zanika.

To, co mi się tutaj najbardziej rzuca w oczy to bardzo wyraźny podział ról. Mam wrażenie, że we Włoszech bardziej się myśli płcią: jestem kobietą, a dopiero później osobą. Rola kobiety jest na pierwszym miejscu. A kobieta przede wszystkim ma być trzepiącą rzęsami, kręcącą loki kokietką na obcasach. W towarzystwie widać wyraźne podziały: kobiety w swoim gronie rozmawiają o kosmetykach, a mężczyźni o samochodach i sprawach poważnych. Jeśli kobieta wypowie się na poważniejszy temat, to wszyscy robią wielkie oczy.

U mnie w domu na szczęście nie ma na to miejsca. Jest partnersko, dzielimy się obowiązkami. Uważam, że kobiety więcej pracują w życiu niż mężczyźni, bo poza pracą zawodową robią też inne rzeczy, więc nie pozwalam sobie niczego narzucać. Jak ktoś próbuje coś takiego zrobić, to się buntuję.

Ogólnie, jak obserwuję pary włoskie, to bardziej mi się podoba model polski. Polacy są wierni. Pasja, romantyczne porywy są fajne, ale niekoniecznie, gdy jest to mąż innej kobiety, ojciec rodziny. A oni tu się strasznie zdradzają, co chwila dzieją się jakieś dramaty, morderstwa z zazdrości, o których słyszy się w telewizji. To chyba ta druga, ciemna strona tego gorącego temperamentu. Na tym tle widać, że chłopcy polscy mają wiele zalet.

 

Wysłuchała Aga G

Imiona bohaterów zostały zmienione

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s